Historycznie prostytucja określana jest mianem „najstarszego zawodu świata”. Zapisy dotyczące prostytucji datują się od średniowiecza. Znane jest pismo cesarza Zygmunta Luksemburskiego, który podziękował miastu Konstancji za przysłanie na słynny sobór (1414-1418) aż półtora tysiąca prostytutek!

Ulica Wodna w kierunku południowym. Po prawej stronie narożnik Domu Handlowego Loewenthal (Wodna 24). W głębi widoczny prześwit ul. Bednarskiej
Autor: Archiwum Muzeum Archeologiczno-Historycznego w Elblągu
To wydarzenie upamiętnia do dzisiaj w Konstancji statua włoskiej kurtyzany Imperii, która na rękach trzyma nagiego cesarza Zygmunta Luksemburskiego i nagiego papieża Marcina V (!)
A jak było w Elblągu? Z dawnych przekazów źródłowych wynika, że wszystko odbywało się w granicach normy, mimo iż Elbląg był miastem portowym, a po 1933 r. – dużym ośrodkiem garnizonowym. Zjawisko prostytucji nie miało tu takich rozmiarów jak chociażby w Gdańsku. Wg historyka Tomasza Agejczyka – po I wojnie światowej statystyki elbląskiej policji wykazywały tylko 5 cór Koryntu, a później ich liczba wzrosła do 15. Spowodowane to było narastającym kryzysem światowym, zubożeniem społeczeństwa oraz zarządzeniem policyjnym, zalecającym by w miastach portowych powyżej 25000 mieszkańców pod kontrolą był „dom pod czerwoną latarnią”.
Oczywiście statystyki policyjne nie odzwierciedlały stanu faktycznego, o czym świadczyły akcje policji w lokalach o wątpliwej sławie i odnotowywanie młodych kobiet oraz „weteranek”. Pewien rodzaj nierządnic szukał klientów na balach publicznych i w nocnych kawiarniach, a inne zajmowały się podrzędniejszą forma nierządu - prostytucją uliczną. Wędrowały wieczorami lub w nocy w możliwie jaskrawych i wyzywających strojach, zaczepiając przechodniów.
Przykładem tego była niejaka Fröhlich, oskarżona w 1918 r. przez robotnika stoczniowego Gustava Kleina o uprawianie płatnego seksu, nie tylko z niemieckimi marynarzami lecz również z rosyjskimi jeńcami. Elbląska policja oraz stowarzyszenia wyznaniowe próbowały różnymi sposobami przeciwdziałać wkraczaniu na tę drogę pozbawionych jakiegokolwiek oparcia dziewcząt. Policyjne przeciwdziałanie prostytucji skupiało się przede wszystkim na zwalczaniu rozpowszechniania się chorób wenerycznych. Jedną z takich akcji była sprzedaż po 50 fenigów broszury, wyjaśniającej w sposób przystępny problem chorób wstydliwych.
Najwyższej klasy prostytutki były w domach publicznych. Obiekty takie były naturalnym i zwykłym miejscem relaksu, częścią składową życia społecznego. Tu spotykali się na co dzień szanowani przedsiębiorcy czy też młodzieńcy, nie ukrywając w żaden sposób tego zwyczaju.
W przedwojennym Elblągu „domem pod czerwoną latarnią była Columbus-Café, działająca pod szyldem kawiarni przy ulicy Wodnej 14. O przybytku tym mówią wspomnienia H. Schmida - d. mieszkańca Elbląga.
(…) Chciałbym wspomnieć o moich przygodach z „Columbus Café”. Jak byłem mały to razem z kumplami ze szkoły z ciekawości lataliśmy na ulicę Wodną 14, żeby popatrzeć na mieszkające u niejakiego Fritza Columbusa – kobiety. Ile razy nas ganiał pan Columbus! Ale i tak nie dawaliśmy za wygraną - ta szczenięca ciekawość! Kilkakrotnie też, może i w złości ale w większym stopniu z ciekawości dzwoniliśmy do gościńca i pytaliśmy się „czy są wolne stoliki”, „czy jest kawa” itp. Sprawa tego domu była dziwna, wszyscy plotkowali o rodzaju działalności Columbusa, ale oficjalnie był to gościniec (…) Gdy byłem w wojsku, już na wstępie dostaliśmy prezerwatywy i pozwolenie na korzystanie z „Columbus Café".
W czasie wojny nasze wizyty były zapisywane, przez co byliśmy całkowicie uzależnieni od dowództwa. Dla mężczyzny-żołnierza odwiedziny w domu publicznym stanowiły coś w rodzaju stałego punktu w tygodniowym planie. Ważną kwestią była kampania upowszechniania prezerwatyw - stosunek seksualny bez zabezpieczenia był surowo zakazany. Dowództwo Wehrmachtu, podobnie jak służba sanitarna, przestrzegało zasady umieszczania w domach publicznych plakatów i ulotek przypominających o zabezpieczeniu (…)
Prostytutka zawsze była podejrzewana o przenoszenie chorób, co automatycznie wiązało się z oskarżeniem o osłabianie wojska niemieckiego i groziło karą śmierci. Pamiętam jak dziś tekst z plakatu umieszczonego w jednym z pokoi „gościńca”: Po stosunku płciowym trzeba przeprowadzić gruntowne mycie intymnych części ciała wodą z mydłem. Później wymagana jest codzienna kąpiel oczyszczająca całe ciało, staranna pielęgnacja włosów i częste nacieranie ciała wodą kolońską. Usta i gardło należało przepłukać wodą z kilkoma kroplami mocnego płynu do płukania (…) Jak sobie przypominam – żołnierzom przysługiwało 11 czy 12 prezerwatyw (…)
I to prawie wszystko. Ale na zakończenie mała humoreska. W języku naszych południowych sąsiadów wiele słów brzmi dosyć dziwnie a nawet śmiesznie. Niektórzy przewodnicy po „Złotej Pradze” opowiadają, że prostytutka – kobieta lekkiego prowadzenia, to po czesku… lekka delikwentka!
Lech Słodownik
A jak było w Elblągu? Z dawnych przekazów źródłowych wynika, że wszystko odbywało się w granicach normy, mimo iż Elbląg był miastem portowym, a po 1933 r. – dużym ośrodkiem garnizonowym. Zjawisko prostytucji nie miało tu takich rozmiarów jak chociażby w Gdańsku. Wg historyka Tomasza Agejczyka – po I wojnie światowej statystyki elbląskiej policji wykazywały tylko 5 cór Koryntu, a później ich liczba wzrosła do 15. Spowodowane to było narastającym kryzysem światowym, zubożeniem społeczeństwa oraz zarządzeniem policyjnym, zalecającym by w miastach portowych powyżej 25000 mieszkańców pod kontrolą był „dom pod czerwoną latarnią”.
Oczywiście statystyki policyjne nie odzwierciedlały stanu faktycznego, o czym świadczyły akcje policji w lokalach o wątpliwej sławie i odnotowywanie młodych kobiet oraz „weteranek”. Pewien rodzaj nierządnic szukał klientów na balach publicznych i w nocnych kawiarniach, a inne zajmowały się podrzędniejszą forma nierządu - prostytucją uliczną. Wędrowały wieczorami lub w nocy w możliwie jaskrawych i wyzywających strojach, zaczepiając przechodniów.
Przykładem tego była niejaka Fröhlich, oskarżona w 1918 r. przez robotnika stoczniowego Gustava Kleina o uprawianie płatnego seksu, nie tylko z niemieckimi marynarzami lecz również z rosyjskimi jeńcami. Elbląska policja oraz stowarzyszenia wyznaniowe próbowały różnymi sposobami przeciwdziałać wkraczaniu na tę drogę pozbawionych jakiegokolwiek oparcia dziewcząt. Policyjne przeciwdziałanie prostytucji skupiało się przede wszystkim na zwalczaniu rozpowszechniania się chorób wenerycznych. Jedną z takich akcji była sprzedaż po 50 fenigów broszury, wyjaśniającej w sposób przystępny problem chorób wstydliwych.
Najwyższej klasy prostytutki były w domach publicznych. Obiekty takie były naturalnym i zwykłym miejscem relaksu, częścią składową życia społecznego. Tu spotykali się na co dzień szanowani przedsiębiorcy czy też młodzieńcy, nie ukrywając w żaden sposób tego zwyczaju.
W przedwojennym Elblągu „domem pod czerwoną latarnią była Columbus-Café, działająca pod szyldem kawiarni przy ulicy Wodnej 14. O przybytku tym mówią wspomnienia H. Schmida - d. mieszkańca Elbląga.
(…) Chciałbym wspomnieć o moich przygodach z „Columbus Café”. Jak byłem mały to razem z kumplami ze szkoły z ciekawości lataliśmy na ulicę Wodną 14, żeby popatrzeć na mieszkające u niejakiego Fritza Columbusa – kobiety. Ile razy nas ganiał pan Columbus! Ale i tak nie dawaliśmy za wygraną - ta szczenięca ciekawość! Kilkakrotnie też, może i w złości ale w większym stopniu z ciekawości dzwoniliśmy do gościńca i pytaliśmy się „czy są wolne stoliki”, „czy jest kawa” itp. Sprawa tego domu była dziwna, wszyscy plotkowali o rodzaju działalności Columbusa, ale oficjalnie był to gościniec (…) Gdy byłem w wojsku, już na wstępie dostaliśmy prezerwatywy i pozwolenie na korzystanie z „Columbus Café".
W czasie wojny nasze wizyty były zapisywane, przez co byliśmy całkowicie uzależnieni od dowództwa. Dla mężczyzny-żołnierza odwiedziny w domu publicznym stanowiły coś w rodzaju stałego punktu w tygodniowym planie. Ważną kwestią była kampania upowszechniania prezerwatyw - stosunek seksualny bez zabezpieczenia był surowo zakazany. Dowództwo Wehrmachtu, podobnie jak służba sanitarna, przestrzegało zasady umieszczania w domach publicznych plakatów i ulotek przypominających o zabezpieczeniu (…)
Prostytutka zawsze była podejrzewana o przenoszenie chorób, co automatycznie wiązało się z oskarżeniem o osłabianie wojska niemieckiego i groziło karą śmierci. Pamiętam jak dziś tekst z plakatu umieszczonego w jednym z pokoi „gościńca”: Po stosunku płciowym trzeba przeprowadzić gruntowne mycie intymnych części ciała wodą z mydłem. Później wymagana jest codzienna kąpiel oczyszczająca całe ciało, staranna pielęgnacja włosów i częste nacieranie ciała wodą kolońską. Usta i gardło należało przepłukać wodą z kilkoma kroplami mocnego płynu do płukania (…) Jak sobie przypominam – żołnierzom przysługiwało 11 czy 12 prezerwatyw (…)
I to prawie wszystko. Ale na zakończenie mała humoreska. W języku naszych południowych sąsiadów wiele słów brzmi dosyć dziwnie a nawet śmiesznie. Niektórzy przewodnicy po „Złotej Pradze” opowiadają, że prostytutka – kobieta lekkiego prowadzenia, to po czesku… lekka delikwentka!
Lech Słodownik

Komentarze
4
Dodaj swój komentarz
Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych
zezek #571979 | 78.8.*.* 23-02-2012 20:15
Panie Słodownik ściągnął pan gotowy tekst z elblag24! Wielki hisoryk!
!
odpowiedz na ten komentarz
z autopsji #571774 | 178.235.*.* 23-02-2012 18:16
ulubiony i doskonale znany autorowi temat!
!
odpowiedz na ten komentarz
skandal #568940 | 178.235.*.* 21-02-2012 20:39
pieknie! niech redakcja napisze jaka ma etyke zawodowa zatrudniajac tak skompromitowana osobe! brawo ! grunt to komercja, nie ma zadnych hamulcow, zasad , moralnosci!
!
odpowiedz na ten komentarz
ja #565143 | 83.25.*.* 19-02-2012 10:35
I to mi się podoba. Dal niektórych trudny, dla innych wstydliwy temat... Ale tak było. Ten cykl historyczny jest moim zdaniem super!
Ocena komentarza: warty uwagi (1) !
odpowiedz na ten komentarz